Koniec

Zamieszczone 06/06/2009 - autor: mezalians
Kategorie: Historia Gruzji, Podróże po Gruzji, Polacy w Gruzji, Polityka, Różne różności, Różności, Tbilisi, Życie i praca wolontariusza

Nie ma sensu dłużej tego ukrywać. Dwa miesiące temu wróciłem do Polski. Nic specjalnego się nie stało. Projekt, który w Gruzji realizowałem dobiegł końca, więc wsiadłem do samolotu i wróciłem do Warszawy. Wcześniej próbowałem napisać jakieś sensowne pożegnanie. Chciałem uniknąć żenującej śmierci mojego bloga z braku materiału i braku pomysłu. Nie uniknąłem. Rację miał Leszek Miler, kiedy informował nas o tym, jak poznać mężczyznę.

W ostatniej chwili przed opuszczeniem Tbilisi spróbowałem zachować twarz i coś napisać. Skończyłem dopiero dziś. Oto rezultat:

Tak się złożyło, że mój pobyt w Gruzji dobiega końca. Trochę się cieszę, trochę nie. To dość złożone, temat na cały wpis. Wpis, który nie powstanie, ponieważ ten jest ostatni. Przynajmniej ostatni z serii tekstów napisanych podczas wolontariatu w Gruzji. Może to nawet dobrze, bo ostatnio mocno blog zaniedbałem. Miałem mniej czasu, ale to chyba nie jest pełne wyjaśnienie.

Zadomowiłem się tu. Gruzińska rzeczywistość przestała mnie dziwić i śmieszyć. Mieszkając w Tbilisi przez kilka miesięcy zasmakowałem jej w pełni. W miejsce ciekawości coraz częściej pojawiała się irytacja. Może właśnie w ten sposób straciłem sposób patrzenia turysty, który tak bardzo ułatwiał mi pisanie i robienie zdjęć. Ciekawe, czy gdybym mieszkał tu przez kolejne kilka miesięcy, lat, to irytację wyparłoby jakieś inne uczucie?

Na szczęście mój zmysł obserwacji nie wypłowiał do szczętu. Mam jeszcze pomysły na świetne teksty, które zmienią oblicze polskiego dziennikarstwa. Żeby nie być gołosłownym, krótko opiszę kilka z nich.

„Kaczyński na służbie u Saakaszwilego”

W tym tekście chciałem dalej pastwić się nad polityczną przyjaźnią obu panów. Pomysł miał wyjść od ich sławnej wyprawy na de facto granicę Południowej Osetii i Gruzji. Później chciałem przypomnieć o tym, jak wizyty naszego prezydenta były wykorzystywane do budowania wizerunku Saakaszwilego na scenie wewnętrznej, i jak coraz więcej Gruzinów zaczyna utożsamiać nasz kraj z niepopularnym prezydentem ich kraju. Nie napisałem tego tekstu z litości. Tak wielu znęcało się Kaczyńskim po nieszczęsnej strzelaninie. Nie chciałem dołączać do chóru.

„Prawie Igrzyska Olimpijskie”

Tu miałem opisać stan przygotowań do igrzysk olimpijskich w gruzińskim Borżomi. Pojechałem tam zeszłej jesieni by sprawdzić, jak to senne miasteczko przygotowuje się do morderczej walki o igrzyska.


„Dieta gruzińskiego demonstranta”

Ostatnimi czasy Gruzja pojawia się w polskich mediach przeważnie w kontekście kolejnych antyprezydenckich demonstracji. W tym artykule miałem zamiar zwrócić uwagę na zupełnie niedoceniony aspekt tych społecznych wydarzeń – jedzenie. Miało być o pestkach i chrupkach.

„Sekretna fauna stolicy”

Tu pomysłu na tekst brak, lecz jest fajne zdjęcie.


Gdzie czas stoi w miejscu, a krowy i świnie na ulicy”

Świetny tytuł reportażu, prawda? Miało być o miasteczku Ozurgeti, ale nie wyszło.


Osobnego omówienia nie doczekał się również tbiliski transport zbiorowy.

To temat ciekawy, do tego użyteczny dla przyjezdnych. Pomysł na artykuł miał bazować na zestawieniu opisu ze strony tbiliskiego urzędu miasta:

„Już wkrótce transport /publiczny/ w Tbilsi będzie tak malowniczy, jak w Wielkiej Brytanii, tak niezawodny jak w Niemczech i pokryje każdy zakątek miasta w ciągu całego dnia”

z rzeczywistością:

Koniec i bomba, kto czytał ten trąba!

Jeśli chcecie sprawdzić, czym zajmuje się organizacja, w której pracuję po powrocie z Gruzji, zapraszam na stronę:

www.bankwatch.org

O Dniu Kobiet

Zamieszczone 27/03/2009 - autor: mezalians
Kategorie: Historia Gruzji, Życie i praca wolontariusza

Po oszałamiającym sukcesie poprzedniego wpisu Ilony zamieszczonego pod wymyślonym przeze mnie tytułem „Tydzień mleczny i bezmleczny” prezentuję jej kolejny tekst. Ilona specjalizuje się w tematyce społeczno-kulinarnej.

W Gruzji Dzień Kobiet obchodzony jest z należną powagą. Nie ma mowy o pogardliwym uśmieszku na wspomnienie o czerwonym goździku i parze rajstop, który widać na twarzach pamiętających PRL Polek. Nie ma też żadnych dwuznaczności, czy wręcz wieloznaczności, odnośnie znaczenia tego święta i co za tym idzie roli kobiety w społeczeństwie. Idea Manify nie zostałaby tu zrozumiana. Dzień Kobiet jest dniem, w którym kobiety mają swoje święto.

W to święto należy im złożyć życzenia oraz/lub docenić ich delikatności i kobiecość kupując kwiatka/i. Wtedy również kobiety pozwalają sobie na chwilę przyjemności. Dla przykładu, Panie z mojego domu zadecydowały, że z okazji dnia kobiet zorganizują spotkanie w swoim gronie. Zorganizowały zbiórkę pieniędzy, zamówiły ciasto (postne!) z piekarni, ugotowały, usmażyły, posprzątały w domu, zebrały alkohol (alkohol nie jest postny!), przyniosły talerze i krzesła. Wreszcie przystąpiły do wspólnego posiłku i plotek.

Na zakończenie


pozmywały…

pochowały rzeczy…

wytarły naczynia…


zdjęły obrusy.


Wtedy do jedzenia przysmaków zabrali się synowie. Oni też chcieli uczcić Dzień Kobiet!

Wiosna

Zamieszczone 24/03/2009 - autor: mezalians
Kategorie: Tbilisi

Do Tbilisi nareszcie przyszła wiosna. W duchu już nie raz obwieszczałem jej nadejście. (Na użytek tego tekstu przyjmijmy, że tym razem się nie mylę.) Wyszło słonce, zrobiło się ciepło, wiatr na ulicy Nutsubidze, gdzie mieszkam, nie przewraca już staruszek.

Również przyroda odczuła zmianę – na drzewach pojawiły się młode torebki.

Już niedługo większość z nich zniknie z naszych oczu zagłuszona bezlitosnym gąszczem liści. Jakie szczęście, że dane nam było podziwiać ten cud przyrody!

Znalezienie odpowiednich kadrów z najbardziej zaśmieconymi drzewami nie było trudne. Wszystkie zdjęcia zrobiłem nieopodal mojego mieszkania w Tbilisi lub wokół przystanku autobusowego jedną ulicę dalej.

Tydzień mleczny i bezmleczny

Zamieszczone 13/03/2009 - autor: mezalians
Kategorie: Historia Gruzji, Życie i praca wolontariusza

Oto gościnny wpis Ilony, która pracuje w Gruzji jako wolontariuszka i mieszka z gruzińską rodziną w mieści Rustawi (o tym intrygującym miejscu przeczytacie w tekście „Jak szczekają psy w Rustawi?”). Ilona na określenie osoby poszczącej użyła w tekście słowa postnik. Wg internetowego słownika PWN, postnik to archaiczne określenie posiłku postnego. Mi się wersja Ilony podoba, więc ją zostawiłem. Niech to będzie wkład bloga PrawieEuropa w rozwój języka polskiego.


Chinkali (źródło: Wikipedia)

Chinkali (źródło: Wikipedia)

Od poniedziałku (2 marca) w kościele gruzińskim trwa Wielki Post. Nie zaczął się tak nagle, bez zapowiedzi. Był poprzedzony tzw. mięsnym tygodniem oraz mlecznym tygodniem zwieńczonym mleczną niedzielą. Jak sugerują nazwy w mięsnym tygodniu je się dużo mięsa – postnicy nie będą go spożywać przez następne – uwaga – 56 dni! Odpowiednio w tygodniu mlecznym spożywa się produkty mleczne, a bez mleczna część postu post trwa 49 dni. Postujący Gruzin zostaje w zasadzie weganinem. Ostatni tydzień postu nosi nazwę „Ciężki Tydzień” i jest to nazwa znamienna. W tym czasie obowiązuje post ścisły – wolno jeść jedynie chleb, wodę i sól. Brzmi dramatycznie?

Dla większości Polaków byłoby to nie do zniesienia. Spora część Gruzinów dochowuje jednak postu nie mając z tym większych problemów. I nie jest to tylko zasługa głębokiej wiary religijnej, ale również (a może przede wszystkim) specyficznych przyzwyczajeń żywieniowych.

Turysta interesujący się gruzińską kuchnią czyta w przewodnikach o bogactwie smaków, przypraw, warzyw i owoców, o wspaniałych szaszłykach, sacivi z kurczaka i oczywiście o chinkali. Następnie turysta idzie do zwykłej restauracji i znajduje to wszystko w karcie dań. Wcale nie oznacza to, że uda mu się rozszyfrować, którąkolwiek z nazw w menu napisanym w gruzińskim, przypominającym makaron, alfabecie…, ale to odrębny temat.

Chaczapuri typu megrelskiego (źródło: Wikipedia)

Chaczapuri typu megrelskiego (źródło: Wikipedia)

Jadłospis przeciętnego Gruzina wygląda inaczej, niż oferta restauracji albo jadłodajni. I to nie dlatego, że dania tradycyjne gotuje się – tak jak w Polsce – na specjalne okazje, a na co dzień czerpie pomysły z wielu innych kuchni. Zazwyczaj Gruzini nie potrafią przyrządzać żadnych innych potraw, niż z własnych, ew. rosyjskich przepisów, a swoją kuchnię uważają zdecydowanie za najlepszą na świecie. Dla przykładu kolega jedząc ugotowany makaron typu spaghetti doprawiony do smaku wyłącznie solą skomentował: „Ja to nie rozumiem tego zachwytu nad włoską kuchnią!”. Trudna sytuacja materialna zmusza do rzadkiego jedzenia mięsa i sera. Poza sezonem owoce jada się sporadycznie. W codziennej kuchni gruzińskiej przeważają ziemniaki (obowiązkowo smażone), makaron i chleb. Do smaku dodaje się jeden z narodowych sosów (tkemali, sacebeli lub adżykę), śmietanę lub majonez. Ryby na stole nie pojawiają się praktycznie wcale. O „częstości”, a w zasadzie rzadkości (przynajmniej jak na polskie standardy) jedzenia mięsa najlepiej świadczy wypowiedź szefa mojej organizacji: „Ja to nie potrafię żyć bez mięsa…muszę go jeść co najmniej raz w tygodniu”.

Rynek znakomicie odnalazł się w sytuacji postu oferując postny majonez, makaron i ciastka. W takich realiach post, w którym przeciętny Gruzin ma zrezygnować JEDYNIE z mięsa i produktów mlecznych…no może i jest surowy, ale jak powiedziała moja gruzińska mama : „Da się!”.

Poglądy autora powyższego tekstu nie mogą być utożsamiane ze stanowiskiem moim, czyli autora większości tekstów na tym blogu.

Andruchowycz w dom

Zamieszczone 21/02/2009 - autor: mezalians
Kategorie: Różne różności, Życie i praca wolontariusza

Kiedy środkowoeuropejski pisarz Jurij Andruchowycz mieszkał w Berlinie przydarzyła mu się następująca historia . Któregoś dnia przed południem w jego mieszkaniu zadzwonił domofon. Odebrał, a tam: „Kobiecy głos. Miałem wrażenie, że nie jest sama, że jest z nią jeszcze kilkoro ludzi – taki ledwo dosłyszalny szmer wokół. (…) Mówiła po niemiecku z bardzo silnym rosyjskim akcentem. (…) rzuciła coś w rodzaju pytania czy przypadkiem nie mówię po rosyjsku, bo niby szukają kogoś, kto mógłby im coś tam przetłumaczyć. Z rosyjskiego na niemiecki. Dziwne, nie? Wyobraź sobie grupę ludzi, którzy chodzą od domu do domu i czytają nazwiska mieszkańców przy domofonie na dole. I jeśli znajdą jakiekolwiek mniej więcej słowiańskie, to starają się nawiązać kontakt”. Jak się Andruchowycz zachował? „Całkiem po niemiecku ryknąłem «nein kann ich nicht» i odłożył słuchawkę. Pewnie to byli jacyś złodzieje. Szukają swoich i robią listę. Jakbym był jakimś wypasionym nielegalnym [emigrantem], toby mnie mieli na haczyku”. (J. Andruchowycz, Tajemnica, wyd. Czarne, Wołowiec 2008)

Niedługo po przeczytaniu tego fragmentu poszedłem spać. Tak naprawdę, po prostu zasnąłem, przy świetle, w ubraniu. Nagle budzi mnie walenie do drzwi. Patrzę na zegarek. Piąta rano. Kto to może być? Po chwili wahania podchodzę do drzwi. Za nimi słyszę rozmowę po rosyjsku. Patrzę przez wizjer. Tam dwie wielkie mordy wykrzywione przez soczewkę wizjera. „Ruskie mordy” – myślę z przerażeniem. „Eto naszi?” – pyta jeden drugiego. Strach wzmaga się. Mimo to odruchowo zapytam, „Kto tam?”. „Jak to, kto?” – opowiedział po polsku Andrzej Kostek, mój znajomy z Fundacji Schumana. Zapomniałem, że tej nocy przylatywał z Polski i miał u mnie nocować. Towarzyszył mu taksówkarz.

Jaki z tego wniosek? Trzeba naprawdę słabo mówić po rosyjsku, by nie rozpoznać polskiego i gruzińskiego akcentu.

—-

Więcej o książce „Tajemnica”:

http://www.czarne.com.pl/?a=366

Szkoda, że mnie tam nie było

Zamieszczone 08/02/2009 - autor: mezalians
Kategorie: Różne różności

Trzy miesiące temu zapraszałem na wspólny koncert dwóch grup CHVENEBUREBI (Gruzja) oraz PSIO CREW (Polska). Nawet chciałem się tam wybrać. Nie wyszło. Zabrakło około 2,5 tys. km (taki to dystans w linii prostej dzieli Tbilisi i Warszawę). Z jednym z członków Chevneburebi spotkałem się ostatnio w Tbilisi. Pokazał mi nagrania z koncertu. Niby to tylko filmiki kręcone z ręki, do tego ze słabym dźwiękiem, a jednak zadziałało. Aż dreszcz przeszedł mi po plecach!

Oto kilka utworów z tego koncertu znalezionych na youtube. Słuchajcie ich głośno!!!

„Khorumi” – pieśń/taniec wojenny

„Rachuli” – (początek jest technicznie do bani, więc od razu przewińcie pierwszą minutę).

„Sissa” – wspólny utwór Chveneburebi oraz Psio Crew

No i owacja po tym kawałku…


Fajne, co, nie?

Last minute: Do Gruzji i z powrotem za 950 zł

Zamieszczone 04/02/2009 - autor: mezalians
Kategorie: Różne różności

Jeśli nie masz planów na NAJBLIŻSZY weekend i kilka następnych dni, możesz za niewielkie pieniądze wpaść do Gruzji.

W dniach 9-18 lutego przyjeżdża do mnie grupa znajomych. Jedna osoba wypadła i sprzedaje swój bilet za połowę ceny. Kiedy doda się do tego zmianę nazwiska na bilecie wyjdzie 700 zł (cena do negocjacji). Do tej kwoty trzeba dodać bilet autobusowy (Warszawa-Ryga-Warszawa). Łączna suma wyniesie ok. 950 zł.

Do pakietu dorzucam darmowy nocleg w Tbilisi (małym drukiem: Na podłodze we własnym śpiworze).

Jako że wyjazd do Rygi zaplanowany jest na sobotni wieczór, proszę o bardzo pilny kontakt.

Dzwońcie do posiadacza biletu: Maciek Antosik, +48888843009